czwartek, 5 grudnia 2013

Deformation Morgue III

                  Przetarłem zmęczone oczy, podrażnione pierwszymi promykami słońca. Podniosłem się do pozycji półleżącej i ziewnąłem przeciągle. Spuściłem nogi na podłogę. Chłód sosnowych desek drażnił moje stopy. Obok stóp spostrzegłem również grube wełniane skarpety i klapki. Nie przypominałem sobie abym wcześniej je tam położył. Nerwowo rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu drzwi. Patrząc to w prawą, to w lewą stronę, zauważyłem, że znajduję się w obcym pokoju. Natychmiast zerwałem się do pionu i pomaszerowałem w stronę wyjścia. Przeszedłem przez prób skradając się niczym tajny agent. Cicho zszedłem po schodach kiedy poczułem przyjemny zapach. Zapach ten zaprowadził mnie prosto do kuchni.
                  Stanąłem w progu przyglądając się postaci kszątającej się po pokoju. Biegała między lodówką, a kuchenką próbując nie przypalić dzisiejszego śniadania. Kiedy się odwróciła rozpoznałem w niej parę szmaragdowych oczu. Oczu chłopaka, któremu zawdzięczałem życie. W nocy długo zastanawiałem się dlaczego to zrobił. Przecież mógł tak jak każdy zwyczajnie to zignorować. Nie prosiłem go o pomoc. Zresztą nie miałem jak tego zrobić. Pewnie zrobił to z litości, albo bał się oskarżeń o nieudzielenie mi pomocy. Tak jestem pewien, że właśnie o to chodzi. Z zamyślenia wyrwał mnie poznany wczoraj ciepły głos bruneta.

-Dzień dobry. - powiedział spokojnie

-Uhm, dzień dobry. - odparłem

-Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.

- Już lepiej...dzięki, że pytasz.

-Nie ma sprawy. - dodał mierzwiąc rękami kruczoczarne włosy.

Nagle rozmowa się urwała. Kompletnie nie wiedziałem co zrobić. Czy powinienem mu podziękować, a może przeprosić za sprawienie kłopotu? Och Frank jakiś ty głupi. Weź się w garść chłopie.
-Słuchaj Gerard...dzięki za pomoc. Naprawdę, gdyby nie ty to pewnie wąchałbym kwiatki od spodu. To może ja się będę już zbierać...
Chłopak spojrzał na mnie nerwowo i złapał mnie za ramię. Moje serce zabiło szybciej, a przez kręgosłup przeszedł zimny dreszcz.

-Ty głupku. Dobrze wiesz, że możesz tu zostać ile chcesz. Naprawdę, nie sprawiasz mi kłopotu.

-Nie mogę, nadużywać twojej gościnności.
 
-Ależ jasne, że możesz.- powiedział i przylepił na usta swój firmowy uśmiech.

         Poczułem jak mi miękną kolana, a serce znowu zabiło szybciej. Po chwili zaburczało mi w brzuchu. Mój organizm dawał znać, że wypadałoby coś zjeść. W końcu nie miałem nic w ustach prawie dwa dni. On również to usłyszał. Natychmiast poczułem rumieńce na twarzy.
-Siadaj do stołu, mistrzowska jajecznica pana Waya, jest już gotowa. - krzyknął z uśmiechem na twarzy
        Zrobiłem jak kazał. Zająłem miejsce koło blatu i wygodnie rozsiadłem się na krześle. Założyłem nogę na nogę i podparłem się na łokciu. Zwróciłem wzrok na Gerarda. Na te jego szmaragdowe oczy, z tą niezwykłą tajemniczą dżunglą w głębi. Z tą morską bryzą i bijącymi falami. Można by utonąć w tych tęczówkach. On był taki idealny. Przypominał grecki posąg jakiegoś bóstwa. Blada skóra, gładka cera, kruczoczarne włosy, piękne oczy, drobny nosek i zniewalający uśmiech.
On był zbyt idealny.
       Chłopak zajął miejsce koło mnie i zajął się spożywaniem posiłku. Po chwili zapytał?

-Do jakiej szkoły chodzisz?

-Dziewiętnaste Liceum przy ulicy Forks.

-Świetnie, ja również tam chodzę. Będę po ciebie przychodzić jak tylko wyzdrowiejesz. Chyba nie masz nic przeciwko?

- Jasne, że nie.

- Bardzo mnie to cieszy. - powiedział a po chwili dodał - Może oprowadzę Cię po domu?
                 Nieśmiało przytaknąłem a chłopak chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę następnego pokoju. Byliśmy teraz w ogromnym salonie. Był urządzony bardzo nowocześnie. Ściany były w kolorze kawy z mlekiem, a podłoga wyłożona ciemnym drewnem. Na środku pokoju stały dwie kanapy z czarnej skóry i wielki plazmowy telewizor. Obok stał stolik a na nim konsola xbox i szafka wypełniona grami. Na przeciwległej ścianie wisiał ogromny regał z płytami. Podszedłem bliżej by spojrzeć, czego słucha Pan Idealny. Patrzę, a tam Misfits, Marilyn Manson, Green Day, Evanescence, Judas Priest, Pink Floyd. Kurde, ten to ma gust!
                Potem przeszliśmy do następnego pokoju. A więc łazienka. Już w niej byłem, ale aż grzech jej nie opisać. Ściany i podłoga wyłożone marmurem. Do tego okrągła wanna z natryskami i z hydromasażem, a w kącie stały orchidee. Przepiękne pomieszczenie.
                 Przeszliśmy dalej korytarzem, spojrzałem na drzwi po lewej z plakietką "Keep out''. Zżerała mnie ciekawość co to za pokój. Korciło mnie i korciło, aż w końcu wystawiłem rękę, by szarpnąć klamkę. W ułamku sekundy Gerard rzucił się na mnie i warknął. "Nie wolno Ci tam wchodzić." Wybąkałem ciche przepraszam. Na końcu dodał.
- No to teraz możemy przejść do przyjemniejszych rzeczy...
_______________________________________________________________________
iiiiiii jest trójeczka. : D
No ludziska pracowity dzisiaj dzień. Proszę czytajcie i komentujcie, a ja za tydzień postaram się coś dodać. Buziaki. : D
xoxo Frankie

3 komentarze:

  1. Bendem czytać, bendem. *-*
    nie mam pojęcia skąd masz ten pomysł, ale podoba mi sie. :D
    więc mam zamiar codziennie tu zaglądać w oczekiwaniu na kolejną część. XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ejooooo XD Nie no, fajny rozdział, fajny tylko było kilka takich błędów jak literówki, przecinki czy powtórzenia, na co w sumie nie zwraca się zbytnio uwagi nie przywiązuje się do tego wielkiej wagi.

    Gerard jest specyficznym człowiekiem. Ma w sobie coś, co mnie do niego przyciąga i odpycha jednocześnie. A taki postacie jak wiadomo, to dobre postacie, bo intrygują :3 A Gerard... No ma cos w sobie i, kurczę, nie jestem w stanie tego zdefiniować.

    Z kolei Frank niby cichy, zagubiony, ale po części też odważny, bo mało kto ma w sobie tyle siły, żeby targać się na swoje życie. No to chyba na tyle :D Czekam na następny rozdział, bo ta końcówka zostawia wiele możliwości do kontynuacji 8D

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest tak bardzo kochane ;___; milusie, przytulaśne no i Frank tu jest głównym emo, a to moja ulubiona kombinacja. Nie za bardzo przepadam za opowiadaniami, w których to Gerard jest słabszą częścią. Mam jakiś taki własny uraz. Chociaż w sumie Frań nie jest ciapą, jest... po prostu nie chciało mu się żyć więc odważył się skończyć. Będę cię obserwować.

    OdpowiedzUsuń