Przetarłem zmęczone oczy, podrażnione pierwszymi promykami słońca. Podniosłem się do pozycji półleżącej i ziewnąłem przeciągle. Spuściłem nogi na podłogę. Chłód sosnowych desek drażnił moje stopy. Obok stóp spostrzegłem również grube wełniane skarpety i klapki. Nie przypominałem sobie abym wcześniej je tam położył. Nerwowo rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu drzwi. Patrząc to w prawą, to w lewą stronę, zauważyłem, że znajduję się w obcym pokoju. Natychmiast zerwałem się do pionu i pomaszerowałem w stronę wyjścia. Przeszedłem przez prób skradając się niczym tajny agent. Cicho zszedłem po schodach kiedy poczułem przyjemny zapach. Zapach ten zaprowadził mnie prosto do kuchni.
Stanąłem w progu przyglądając się postaci kszątającej się po pokoju. Biegała między lodówką, a kuchenką próbując nie przypalić dzisiejszego śniadania. Kiedy się odwróciła rozpoznałem w niej parę szmaragdowych oczu. Oczu chłopaka, któremu zawdzięczałem życie. W nocy długo zastanawiałem się dlaczego to zrobił. Przecież mógł tak jak każdy zwyczajnie to zignorować. Nie prosiłem go o pomoc. Zresztą nie miałem jak tego zrobić. Pewnie zrobił to z litości, albo bał się oskarżeń o nieudzielenie mi pomocy. Tak jestem pewien, że właśnie o to chodzi. Z zamyślenia wyrwał mnie poznany wczoraj ciepły głos bruneta.
-Dzień dobry. - powiedział spokojnie
-Uhm, dzień dobry. - odparłem
-Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.
- Już lepiej...dzięki, że pytasz.
-Nie ma sprawy. - dodał mierzwiąc rękami kruczoczarne włosy.
Nagle rozmowa się urwała. Kompletnie nie wiedziałem co zrobić. Czy powinienem mu podziękować, a może przeprosić za sprawienie kłopotu? Och Frank jakiś ty głupi. Weź się w garść chłopie.
-Słuchaj Gerard...dzięki za pomoc. Naprawdę, gdyby nie ty to pewnie wąchałbym kwiatki od spodu. To może ja się będę już zbierać...
Chłopak spojrzał na mnie nerwowo i złapał mnie za ramię. Moje serce zabiło szybciej, a przez kręgosłup przeszedł zimny dreszcz.
-Ty głupku. Dobrze wiesz, że możesz tu zostać ile chcesz. Naprawdę, nie sprawiasz mi kłopotu.
-Nie mogę, nadużywać twojej gościnności.
-Ależ jasne, że możesz.- powiedział i przylepił na usta swój firmowy uśmiech.
Poczułem jak mi miękną kolana, a serce znowu zabiło szybciej. Po chwili zaburczało mi w brzuchu. Mój organizm dawał znać, że wypadałoby coś zjeść. W końcu nie miałem nic w ustach prawie dwa dni. On również to usłyszał. Natychmiast poczułem rumieńce na twarzy.
-Siadaj do stołu, mistrzowska jajecznica pana Waya, jest już gotowa. - krzyknął z uśmiechem na twarzy
Zrobiłem jak kazał. Zająłem miejsce koło blatu i wygodnie rozsiadłem się na krześle. Założyłem nogę na nogę i podparłem się na łokciu. Zwróciłem wzrok na Gerarda. Na te jego szmaragdowe oczy, z tą niezwykłą tajemniczą dżunglą w głębi. Z tą morską bryzą i bijącymi falami. Można by utonąć w tych tęczówkach. On był taki idealny. Przypominał grecki posąg jakiegoś bóstwa. Blada skóra, gładka cera, kruczoczarne włosy, piękne oczy, drobny nosek i zniewalający uśmiech.
On był zbyt idealny.
Chłopak zajął miejsce koło mnie i zajął się spożywaniem posiłku. Po chwili zapytał?
-Do jakiej szkoły chodzisz?
-Dziewiętnaste Liceum przy ulicy Forks.
-Świetnie, ja również tam chodzę. Będę po ciebie przychodzić jak tylko wyzdrowiejesz. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Jasne, że nie.
- Bardzo mnie to cieszy. - powiedział a po chwili dodał - Może oprowadzę Cię po domu?
Nieśmiało przytaknąłem a chłopak chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę następnego pokoju. Byliśmy teraz w ogromnym salonie. Był urządzony bardzo nowocześnie. Ściany były w kolorze kawy z mlekiem, a podłoga wyłożona ciemnym drewnem. Na środku pokoju stały dwie kanapy z czarnej skóry i wielki plazmowy telewizor. Obok stał stolik a na nim konsola xbox i szafka wypełniona grami. Na przeciwległej ścianie wisiał ogromny regał z płytami. Podszedłem bliżej by spojrzeć, czego słucha Pan Idealny. Patrzę, a tam Misfits, Marilyn Manson, Green Day, Evanescence, Judas Priest, Pink Floyd. Kurde, ten to ma gust!
Potem przeszliśmy do następnego pokoju. A więc łazienka. Już w niej byłem, ale aż grzech jej nie opisać. Ściany i podłoga wyłożone marmurem. Do tego okrągła wanna z natryskami i z hydromasażem, a w kącie stały orchidee. Przepiękne pomieszczenie.
Przeszliśmy dalej korytarzem, spojrzałem na drzwi po lewej z plakietką "Keep out''. Zżerała mnie ciekawość co to za pokój. Korciło mnie i korciło, aż w końcu wystawiłem rękę, by szarpnąć klamkę. W ułamku sekundy Gerard rzucił się na mnie i warknął. "Nie wolno Ci tam wchodzić." Wybąkałem ciche przepraszam. Na końcu dodał.
- No to teraz możemy przejść do przyjemniejszych rzeczy...
_______________________________________________________________________
iiiiiii jest trójeczka. : D
No ludziska pracowity dzisiaj dzień. Proszę czytajcie i komentujcie, a ja za tydzień postaram się coś dodać. Buziaki. : D
xoxo Frankie

Bendem czytać, bendem. *-*
OdpowiedzUsuńnie mam pojęcia skąd masz ten pomysł, ale podoba mi sie. :D
więc mam zamiar codziennie tu zaglądać w oczekiwaniu na kolejną część. XD
Ejooooo XD Nie no, fajny rozdział, fajny tylko było kilka takich błędów jak literówki, przecinki czy powtórzenia, na co w sumie nie zwraca się zbytnio uwagi nie przywiązuje się do tego wielkiej wagi.
OdpowiedzUsuńGerard jest specyficznym człowiekiem. Ma w sobie coś, co mnie do niego przyciąga i odpycha jednocześnie. A taki postacie jak wiadomo, to dobre postacie, bo intrygują :3 A Gerard... No ma cos w sobie i, kurczę, nie jestem w stanie tego zdefiniować.
Z kolei Frank niby cichy, zagubiony, ale po części też odważny, bo mało kto ma w sobie tyle siły, żeby targać się na swoje życie. No to chyba na tyle :D Czekam na następny rozdział, bo ta końcówka zostawia wiele możliwości do kontynuacji 8D
To jest tak bardzo kochane ;___; milusie, przytulaśne no i Frank tu jest głównym emo, a to moja ulubiona kombinacja. Nie za bardzo przepadam za opowiadaniami, w których to Gerard jest słabszą częścią. Mam jakiś taki własny uraz. Chociaż w sumie Frań nie jest ciapą, jest... po prostu nie chciało mu się żyć więc odważył się skończyć. Będę cię obserwować.
OdpowiedzUsuń